Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2014

"Spotkamy się kiedyś w moim raju"

Sporo czytam, każdego wieczoru czytam, tuż przed zaśnięciem.
Trafiam na różne książki. Ta zostawiła trwały ślad we mnie, i dobrze.
Przejmująca książka. Smutna i mądra. O tym jak umierające dziecko uczy rodziców radzić sobie ze śmiercią. Nie zawsze trzeba mówić umierającemu, że wszystko będzie dobrze.Bo to kłamstwo. Dużo trudniej jest pozwolić mu odejść kochając i nie zadręczając swoją rozpaczą. A w czasie, kiedy wciąż jest z nami po prostu być obok, rozmawiać, słuchać. Nie bać się trudnych tematów. Odchodzący chce wprost mówić o wielu rzeczach, chce dokończyć i pozamykać pewne tematy, coś przekazać, w czymś się upewnić. A kiedy my na te wszystkie próby z jego strony mówimy "daj spokój wyjdziesz z tego", powodujemy że ten jego ostatni czas jest beznadziejny i stracony. Ta książka przeczytana kiedyś pomogła mi w moim życiu kiedy odchodził mój ukochany Tato. Nie udawaliśmy, że będzie dobrze. Staraliśmy się zaakceptować, na ile się dało, ten fakt. Tak aby nie rozpaczać a jak najwięcej być razem. Tato przekazywał mi wiele swoich doświadczeń, rodzinnych opowieści. Przełamaliśmy różne tabu i otwarcie rozmawialiśmy o wydarzeniach i najbliższych nam osobach, nie zawsze pozytywnie ale w końcu szczerze i oczyszczająco.
Rozwiałam wszystkie obawy Taty o pozostawione przez niego sprawy i przede wszystkim o Mamę.
W końcu kiedy już brał kilka ostatnich oddechów nie martwił się o sprawy, które mi przekazał. A ja zdążyłam wiele razy powiedzieć, że go kocham i że nigdy mnie nie zawiódł. I że w całym moim dorosłym trudnym życiu wiedziałam, że jak już nie dam rady to Tato mnie przyjmie bez żadnych warunków.
Taty nie ma już 4 lata a jednak wciąż mam siłę i wiem, że jestem kochana - to moje od niego wiano na życie.


...czekanie na sen...

Dziś sen też nie przyszedł.
Kiedy już bardzo tęsknię, ale tak, że na ulicy bezwiednie obserwuję tłum z nadzieją, że wyłowię Go idącego.
Kiedy znów zaczyna mi się myśleć, że On tylko wyjechał ale jest i jeszcze tyle przed nami.
Kiedy myśli układają się w szkice rozmów jakie będziemy prowadzić.
Kiedy po czymś miłym co mi się przytrafiło pierwsza myśl to: zadzwonię do Taty…     
Wtedy właśnie potrzebuję żeby znów przyszedł ten sen.
Nie jest to tzw sen powtarzający się.
Za każdym razem śni mi się inaczej.
Ale zawsze czuję obecność Taty tak, jakbym naprawdę Go spotkała.
I daje mi namiastkę kontaktu.
Kocham wciąż jak żywego człowieka, nie pożegnałam Go, choć minęły 4 lata.
Nie ważne, że byłam przy nim w te dni i tygodnie, kiedy odchodził.
Wiedzieliśmy oboje, że to właśnie jest to, śmierć.
I w tej sekundzie kiedy mi Go zabrała także byliśmy razem, trzymałam Jego ręce w swoich i patrzyłam w oczy i mówiłam kocham cię ……
Kocham Cię Tato i wciąż bardzo tęsknię (13.12.2014)

Do czego potrzebna nam CHUSTKA

Trafiłam kiedyś w internecie na bloga Chustki. Przypadkiem.
Napisany przez młodą kobietę, mamę 5 letniego synka i ukochaną Niemęża (tak nazywa tego który ją kocha, mądrego człowieka).
W jeden dzień przeczytałam od dechy do dechy.
Można przewartościować po takiej lekturze swoje problemy, to że czegoś nie mogę, nie dam rady, nie chce mi się.
Chustka zaczęła pisać bloga w momencie kiedy dowiedziała się, że ma raka. Pisała dla swoich chłopaków, dla synka żeby kiedyś mógł przeczytać jak go kochała, przekazać mu to czego już nie zdąży zanim on dorośnie. Żeby umiał przywrócić dobre wspomnienia z czasu kiedy był ważny i kochany.
Wciąga jej codzienna walka o kolejne dni życia ale przede wszystkim zaraża optymizm, chęć doznawania świata, siła i nieodparta radość życia. Pisała, że to jest najgorszy okres w jej życiu ze względu na świadomość choroby i słabość ciała a z drugiej strony nazywała go najszczęśliwszym – „pławię się w miłości”.
Może tak jest kiedy nasz termin jest określony i bardzo krótki, nie marnuje się ani chwili.
Chustka zmarła, cierpiąc z powodu niezwykle wyniszczającej i sprawiającej ból choroby. Umierała długo z obawą, przerażeniem że zostawia synka samego. Pisała „kto cię synku przytuli, kto zagrzeje piżamkę na kaloryferze”.
Niezwykła relacja z niezwykłego życia.
Synek musiał zostać po jej śmierci z byłym mężem – sytuacja której ani on ani synek nie chcieli. Takie prawo.
Powstała fundacja jej imienia. Czasem na blogu napisze coś jej Niemąż…

Czy ja w ogóle mam jakieś problemy?

A tu można zajrzeć do życia Chustki, którego już nie ma: http://chustka.blogspot.com/
polecam czytać od początku czyli od dnia złej wiadomości …
pozdrawiam
Małgosia